niedziela, 4 stycznia 2015

80 / 10 / 10, dieta wg dr Gersona - moje próby.


Na wstępie uspokoję wszystkich znajomych, że nie jestem chora i swoje próby prowadzę w celu oczyszczenia organizmu i przywrócenia równowagi.
Nie będę tu opisywać diety 80/10/10 bo w necie jest sporo filmików ani metody dr Gersona - w tym przypadku polecam książkę.

2014.12.15 poniedziałek

Wczoraj był dzień pierwszy mojej próby przejścia na całodniową dietę owocowo-warzywną opartą wyłącznie na surowych produktach.
Na śniadanie sok: banan, cytryna, gruszki, pomarańcze, jarmuż. Pierwsze wrażenie miałam jakbym piła lekarstwo na gardło i żołądek. Drugie - nie wiedziałam co ze sobą zrobić - poleciałam do garażu po rower i objechałam dwa razy okolicę. Trochę mnie skostniło, zaczęło lekko padać i musiałam się ewakuować do domu. Niestety na obiad niedzielny nie chciałam odstawiać już pierwszego dnia szopki u teściówki i wcinałam pasztet z fasoli. Ogarnęło mnie śpiące lenistwo więc poprawiłam kawą.
Wieczorem owoce: mango, jabłka. Może mało kalorii ale nie odczuwałam głodu.

Dzisiaj profilaktycznie, żeby nie zapychać się w pracy bułkami ukręciłam rano podwójną porcję soku: dwa banany, dwie gruszki, jabłko, 1 1/2 cytryny, jarmuż, sok z 4 pomarańczy. Wyszło około 1 i 1/2 litra napoju. Piłam powoli w pracy.

1. Nie miałam ochoty na kawę.
2. Stwierdziłam, że muszę robić mniejszą porcję bo za szybko biegam:) zacznę chyba go dolewać moim koleżankom, bo jakoś nieproporcjonalnie im praca wolniej idzie :)
3. W połowie porcji odczułam, że jest tak słodki, że chyba wody doleję...
Mam jednak tradycyjny problem, że kiedy zgłodnieję to muszę coś zjeść szybko, szybko. Wciągnęłam więc pasztet z fasoli, który przyjechał od teściówki + domowa ćwikła.
Niemoc, spać... Kawa!
Rower już nie wypalił bo zapadła ciemność. Wkurzyłam się ale boję się jeździć po ciemku. No to poleciałam na szybki spacerek. Oddech, tempo, oddech... Uwielbiam to!
Co by tu porobić? Poskładam pranie, posprzątam, puszczę nowe, powieszę, poukładam, umyję podłogę, sprzątnę łazienkę, kuchnię... bez jaj! Wystarczy!

2014.12.28 niedziela

Nadal mam problem z jedzeniem 100% na surowo - święta...
Na śniadanie robię szejka, smoothie lub jak to zwał - z banana, jabłka lub gruszki, dużej ilości jarmużu i kiełków a właściwie wyrośniętych już zielonych roślinek: pszenica, rzodkiewka, Po wypiciu połowy muszę dolać wody - słodycz powala.
Na obiad walczyły wigilijne pierogi z kapustą i grzybami lub fasola z kapustą.
Potem robię soki np. z jabłek, marchwi, pszenicy. Chłopcy niezbyt zaakceptowali dodatek trawy:)
Nic straconego muszę zacząć od mniejszych ilości - potem nie zauważą jak było z jarmużem.
W międzyczasie owoce: mango, pomarańcze, mandarynki, liczi, jabłka.
Wczoraj na kolację jadłam awokado + szpinak polane sosem pomidorowym z orzechami i słonecznikiem. Na sobotniej kolacji wykorzystałam mężowski sos do makaronu jako dodatek do zieleniny. Pycha!

Dzisiaj zaczęłam dzień od gotowania bulionu. Śniadanie: ciepły bulion z brązowym ryżem.
Po prostu strasznie chciało mi się gotowanego.
Na dworze -6. Idziemy na rower :)

2015.01.04 niedziela

Moje wnioski po kolejnym tygodniu prób są takie:
tak jak dr Gerson stwierdził, również i mi jest potrzebne coś innego, widocznie jako wypełniacz, ponieważ dni, w których moja dieta opierała się wyłącznie na produktach surowych kończyłam zgagą. Szczególnie jeśli zjadałam 90 % owoców a mało warzyw. Już niewielki dodatek np. pieczonego bakłażana neutralizował soki żołądkowe i czułam się idealnie.
Zauważyłam również, że dodatek do śniadaniowej porcji musu soku z cytryny nasilał późniejszą zgagę.

Śniadanie: zblendowane jabłko lub gruszka, banan, dużo jarmużu, sok z 2 pomarańczy
II śniadanie: owoce - zwykle jabłka
obiad: gotowany brązowy ryż lub kasza jaglana z bulionem,
zamiennie pieczone warzywa - bakłażan, cebula lub surowy szpinak polany sosem warzywnym,
podwieczorek: sok z wyciskarki - marchew, jabłka, cytryna


w międzyczasie przegryzka - orzeszki ziemne łuskane na bieżąco :)
kolacja: owoce - pomarańcze, kaki, jabłka, granat itp, itd.

Nie mam potrzeby gotowania skomplikowanych potraw. Czas poświęcam na ruch.
I jeszcze jedno spostrzeżenie: nie potrzebuję tyle soli co kilka tygodni temu - właściwie śladowe ilości a solone gotowce np. czipsy błonnikowe warzywne palą mnie w usta od nadmiaru soli. Niedawno były przepyszne :)

4 komentarze:

  1. No pięknie ;) Dobry kierunek. Jak następnym razem będziesz musiała "coś zjeść szybko, szybko" to chyba nie ma prostszego, szybszego i lepszego rozwiązania niż sięgnąć po jakiekolwiek owoce i.. ..szamać ;)

    Pozdrowienia i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Niedawno były przepyszne :)" ooooł... dobre ;>

    Sorry ja z doskoku tu, a ta kasza albo ryż brazowy z jakimś sosme czy same?
    A dużo jarmużu to znaczy ile? i jak on sie blenduje?
    Ja musze jarmuż najpierw w małym młynku jak do kawy mini blenderze na papke, bo lisscie jego grube i twarde

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaglana pół na pół z kapusta kiszoną - ostatnie odkrycie :)
    Jaglana z musem owocowym np. suszone śliwki+banan
    Ryż ze szpinakiem polany sosem pomidory+cukinia+czosnek (surowe zdrowsze ale czasami podgotowane)
    Makaron z cukinii z pestkami słonecznika + sos z pieczonych warzyw itp itd

    Jarmuż nie zblenduje się na papkę ale na drobinki. Jeśli jest ktoś bardzo wrażliwy to wyczuje, mi ani moim chłopakom nie przeszkadza.
    Zaczynałam od jednego listka teraz pół blendera kielichowego to owoce, pół upchane liście. Nadal w smaku jest słodkie i nie czuć "zielicha" :)))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...